Archiwum Szarych Domów


To zbiór pamiątek i historii składających się na dziedzictwo osiedla, współtworzone wspólnie z mieszkańcami kolonii. Ta sekcja będzie miała bardzo indywidualny charakter, ponieważ trudno o  zachowanie jednolitej formuły gdy chodzi o ludzkie wspomnienia. Każde zdjęcie, każdy przedmiot czy przebłysk pamięci jest bezcenny, bo ulotny, każdy składa się na tożsamość Szarych Domów, czy tą historyczną czy teraźniejszą. Dlatego zachęcam wszystkich, podzielcie się swoją historią lub historią o Waszych bliskich ze mną, z nami,  ASD należy do Was ja jedynie je archiwizuję. Piszcie na hello@szaredomy.online lub na fb.szaredomy













Zdjęcie rodzinne: Inżynier Tadeusz Stanisław Krenz (ur. 9.04.1876, Poznań; zm. zm.19.09.1950); Zofia Krenz zd. Erzepki (ur. 27.09.1879, Leipe koło Leszna, zm. 21.01.1950) i ich dzieci: nauczycielka Janina Anna Krenz (ur. 15.12.1906, Poznań, zm. 12.08.1974 Gniezno), lekarz Witold Krenz (ur. 25.08.1910, Poznań, zm. 8.12.1972 w Piaskach), Zofia Ludwika Filisiewicz zd. Krenz (ur. 11.06.1912, Poznań, zm. 25.9.2003) i jej bliźniak Tadeusz Romuald Krenz (ur. 11.06.1912, Poznań, zm. 15.12.1967 w Poznaniu) oraz Bogdan Józef Antoni Krenz (ur. ur. 9.06.1914, Poznań, zm. 25.08.1944, Warszawa)
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz





Jerzy i Nina Krenz
Fałata 2/5

dla ASD Anna Krenz
wnuczka Jerzego i Niny
Berlin 2019



Mój śp. Tata, Jerzy Krenz (29.5.1943-3.3.2011), zajmował się genealogią naszej rodziny. Zapał do archiwizowania i historii odziedziczyłam po nim. Zresztą, nie tylko to. Tata był artystą, konceptualistą do bólu, człowiekiem niezależnym, wolnym ptakiem. Zawsze chciałam być taka jak on. Nauczył mnie nieschematycznego myślenia i niezależności. Zamiłowanie do kolekcjonowania odziedziczyłam zapewne po dalszych przodkach Krenzach i Erzepki. Stąd poszukiwania śladów rodziny, gromadzenie dokumentów i zdjęć.

W amatorsko prowadzonych badaniach genealogicznych próbuję doszukać się pierwszych Krenzów - Skąd przyjechali do Wałcza i Wielkopolski? Jacy byli? Kim byli ludzie, których dziedzictwo noszę w sobie? Odpowiedzi mam niewiele, jedynie kilka dokumentów, starych zdjęć i rodzinnych opowieści.

Rodzina ze strony Taty – czyli prosta linia Krenzów, którą badam, pojawiła się w 1812 roku w Wałczu, kolejne pokolenia wiele razy zmieniały miejsce zamieszkania - Sieraków, Paradyż, Buk, Gozdawa, Poznań. Jest i Warszawa. Tu przed wojną studiował mój śp. dziadek – Tadeusz Romuald Krenz. 



Tadeusz Krenz, logia Szare Domy
Warszawa 06 1941

źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz



Tadeusz Romuald Krenz, urodził się 11 czerwca 1912 roku w Poznaniu, jako syn Tadeusza Stanisława Krenza i Zofii z domu Erzepki.
Tadeusz ukończył liceum ogólnokształcące im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu w 1932 roku i wyjechał do Warszawy na studia – Wydział Mechaniczny Politechniki Warszawskiej. Uczył się projektowania silników, odbywał praktyki zagraniczne jak i w kraju – w Katowicach przy budowie maszyn parowych czy w Państwowych Zakładach Lotniczych w Warszawie (wytwórnia Silnikow nr. 1).



Index, Tadeusz Stanisław Krenz
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz



Podczas studiów jeden z kolegów Tadeusza, który posiadał dwupłatowiec, dowiedział się, że właściciele samolotów dostawali pożywienie
i paliwo za darmo – zatem chłopcy często latali po okolicy. Wybrali się raz do Gozdawy, pałacu, gdzie mieszkali rodzice Tadeusza. Jak rodzinna anegdota niesie, lądujących nakryli Niemcy i gonili ich na rowerach. Na szczęście samolot zdążyli ukryć w stogach, a sami uciekli.

Studia ukończył w 1939 r., pracę dyplomową z dziedziny silników lotniczych napisał u prof. K. Taylora.




Jeszcze podczas studiów, młody Tadeusz poznał Ninę Dzieduszkiewicz (moją przyszłą babcię). Nina (ur. 1913, zm. 1986, Poznań), córka Olgi zd. Tołłoczko i Jakuba Dzieduszkiewicza, pochodziła z Czuryłowa, niedaleko Grodna na Białorusi. Z bliżej nieznanych przyczyn, Nina jako 14-letnia dziewczynka wyjechała z domu i znalazła się na dworcu głównym w Warszawie. Czy miała tam spotkać kuzynkę czy kogoś innego? Tego nie wiem. Zagubioną w wielkim mieście dziewczynką zajęło się jakieś starsze małżeństwo, u których potem kilka lat pracowała.

Nina i Tadeusz wynajmowali pokoje w tym samym mieszkaniu, spotykali się na korytarzu i zaiskrzyło między nimi. Nina była bardzo piękną kobietą.




Tadeusz, Warszawa, ok.1936
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz





Resursa Kupiecka,
tam Nina chodziła przed wojną z Tadzinkiem
na bale. Ubierała się jak „choinka“ na gwiazdkę,
lubiła błyskotki – mam to po niej.
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz


Kiedy wybuchła wojna, Nina i Tadeusz często zmieniali mieszkanie,
aż znaleźli się w Szarych Domach na ulicy Fałata 2/5. Pobrali się dopiero w 16 sierpnia 1942 roku, w kościele św. Michała w Warszawie. Rok później na świat przyszedł ich pierwszy syn – Jerzy Antoni – mój Tata. Kolejna wieść niesie, że na Fałata 7-miesięczny Jurek postawił pierwsze kroki, od drzwi do furtki.




Jurek, Szare Domy, Warszawa  20 02 1944 
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz




Tadeusz, Nina, Jurek, Szare Domy, 
Warszawa  20 02 1944

źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz



Tadeusz z bratem Bogdanem prowadził Wytwórnię Opakowań i Zabawek w gmachu zniszczonego Cyrku Staniewskich. Interes szedł świetnie. W piwnicach mieli fabrykę broni. Nina malowała zabawki i woziła małego Jurka w wózku, gdzie ukrywała też broń.





Tadeusz Krenz chciał kupić budynek cyrku Staniewskich. Jechał tramwajem żeby dokonać transakcji, ale ktoś wyjął mu pieniądze z kieszeni i wsadził plik gazet. Potem Tadeusz jeździł jeszcze tramwajem, żeby nakryć złodzieja ale się nie udało. Tadeusz zawsze był czymś zajęty. Podczas wojny miał rykszę – dorożkę rowerową i nią jeździł, wożąc nie tylko pasażerów ale i broń.




Tadeusz, okupacja, Warszawa
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz




Bogdan i Tadeusz Krauz (Krenz)
karta rejestracyjna nr 28961
(Zarząd Miejski Miasta Warszawy)
na zakład przemysłowy: wytwórnia
zabawek i opakowań ul.Ordynacka 1,
Warszawa, 1944

źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz




Oprócz kilku dokumentów nie zachowało się wiele z tamtego czasu – ledwie dwie anegdoty. Kiedyś nocą pijany Niemiec nie chciał mu zapłacić za kurs, to Tadeusz go pobił pompką do roweru. Wszyscy byli przerażeni. Rano na drugi dzień pukanie do drzwi – stoi oficer niemiecki z kwiatami i przeprosinami, a Nina myślała, że to gestapo. Udało się. 

Innym razem niemiecki samochód wjechał w rykszę. Tadeusz był wściekły. Niemcy naprawili rykszę ale niestety pomalowali na wojskowy kolor khaki. Tadeusz był zły, bo myślał, że nikt nie będzie chciał taką „niemiecką” rykszą jeździć i straci klientów. 

Tadeusz pracował też w Biurze Spraw Elektrycznych, ale na podstawie jednego zaświadczenia trudno stwierdzić co dokładnie robił i kiedy.




Zaświadczenie Rejonowego Delegata Rządu
Warszawa Południe Biuro Spraw elektrycznych rok 1944: 
stwierdza, że Tadeusz Krenz pracuje stale w Biurze Spraw
Elektrycznych w Urzędzie Rejonowego
Delegata Rządu Warszawa Południe.
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz



Kiedy wybuchło powstanie 1 sierpnia 1944 r., Tadeusz wyszedł z domu w południe i nie wrócił. Co dokładnie robił – to owiane było zawsze tajemnicą. Jedno wiem na pewno, 5 sierpnia został postrzelony w kręgosłup (do śmierci miał powikłania). Leczony był w szpitalu na Placu Trzech Krzyży, gdzie później uruchomił i zajmował się agregatem prądotwórczym.




„Mit einer verirrten Kugel in  der Gegend
der Lendenwirbelsaeule angeschossen“
(potrzelony zagubioną kulą w okolice kręgosłupa) 
– poświadczenie z 7.09.1944 od doktora Hetmanika
– Polski Czerwony Krzyż. Przetłumaczone dnia
25.10.1944 przez mgr jur. W. Filisiewicza.

źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz


 

Złapany do niewoli po powstaniu, Tadeusz miał być wywieziony do obozu. Jechał pociągiem, razem z kilkoma osobami udało im się wyrwać deskę
w podłodze wagonu i wyskoczyć w okolicach Częstochowy. Kilku zabito. Brata jego Bogdana zabrano 11.08.1944 do Koszar Rakowieckichw Warszawie, skąd już nie wrócił.




Bogdan Krenz
źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz


Tymczasem Ninę po powstaniu warszawskim schwytano i szła z rocznym synkiem Jurkiem, z transportem do Pruszkowa. Nałożyła sznurowane buty narciarskie, żeby jej się łatwiej szło, choć inne kobiety szły w najlepszych obcasach. Po drodze zobaczyła krzyż (lub figurę Matki Boskiej) otoczony krzakami róż. Tam się ukryła i transport przeszedł dalej. Ukrywała się w Podkowie Leśnej i w Brwinowie. Mieszkała u starszego rodzeństwa, którzy mieli sad. Spała z małym Jurkiem w łóżku, po którym biegały myszy.




R.G.O. Polnisches Hilfskomite – Polski Komitet
Opiekuńczy Sochaczew Błonie w Milanówku
wystawił Ninie zaświadczenie, że Krentz Nina wraz
z dzieckiem „udaje się w podróż z Warszawy“
do Częstochowy. Powód podróży:
Umsiedler – przesiedleniec.
Data listu: 20.09.1944

źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz



Kiedy Jurek zachorował na dyfteryt, chodziła z nim na ręku, polami przez radlonki z ziemniakami do lekarza. Lekarz nakazał dawać tarte jabłko i tymi jabłkami wyleczyła Jurka. Utrzymywała się z wróżenia z kart. Jakoś udało jej się dotrzeć do Częstochowy, do rodziny Filisiewiczów – siostry bliźniaczki Tadeusza – Zofii, która mieszkała tam z mężem i córkami.

W Częstochowie Nina chodziła na Jasną Górę modlić się do świętego obrazu. Pewnego dnia, kiedy tak modliła sie i płakała – przez łzy zobaczyła jak Matka Boska się do niej uśmiecha i kiwa głową. Wtedy też podobno Jurek powiedział swoje pierwsze słowo - „tata“. Tej samej nocy do drzwi zapukał Tadeusz! Był bardzo wychudzony i zawszony, ubranie musiał zdjąć na schodach. To były pierwsze drzwi, do których zapukał po przybyciu do Częstochowy. Kiedy Tadeusz doszedł do siebie, założył działalność gospodarczą w Częstochowie. Ze znalezionych dokumentów wynika, że prowadził zakład produkcji walizek.

Po wojnie Nina, Tadeusz i synek Jurek osiedlili się w Poznaniu. Urodzili się kolejni dwaj synowie. Tadeusz prowadził jako kierownik „Biuro Techniczne“ i „Wytwórnię Obrabiarek“ w Poznaniu, pracował między innymi w Państwowym Przedsiębiorstwie Robót Kolejowych w Warszawie czy w Zjednoczeniu Robót Inżynieryjnych w Poznaniu. Prowadził też swój własny warsztat mechaniczny, a później wytwórnię przedmiotów z tworzyw sztucznych w Poznaniu – z pomocą dorastającego Jurka, wytwarzał szyby do samolotów z plastiku, w domowej łazience. Nina zajmowała się domem, synami i pracowała w domu na przykład szyjąc jeansy. W tym samym powojennym mieszkaniu w Poznaniu mieszkałam i ja z rodzicami, przez większość swojego życia. Dużo czasu spędziłam z Babcią Niną, jednak ona też niewiele opowiedziała mi o sobie.

Nie poznałam nigdy Tadeusza, ale mam wrażenie jakbym go znała. Z tych kilku zdjęć i skąpych opowieści mam jego obraz w głowie, może zupełnie nierzeczywisty. Mam tak samo chude nadgarstki jak on, jak mój Tata. Tak samo szczupłe palce i taki sam kształt paznokci.



Pierścionek z inicjałem TK Tadeusza Krenza,
który nosił mój Tata, teraz ja, a kiedyś będzie
nosił mój syn. 

źródło: archiwum rodzinne p. Anny Krenz









(c)2020 szaredomy.online
wszystkie prawa zastrzeżone 

projekt Marta Surowiec
wdrożenie Media 2.0